Pomoc a wykorzystywanie - jaka jest różnica?




Lubicie pomagać innym?

Ja też w pewnym okresie czasu lubiłam. Pomagałam każdemu zapominając o sobie i bardzo często ładując się przez to w kłopoty i świecąc za innych oczami.
Wydawało mi się, że robiłam dobrze, przecież pomagałam innym, a pomoc jest dobra i kiedyś to do mnie wróci.
Dopiero po czasie zrozumiałam, że to nie była żadna pomoc tylko po prostu te osoby mnie wykorzystywały, a jak się wyprowadziłam z poza mojego rodzinnego miasta to żadna z tych osób nie utrzymuje ze mną kontaktów.
Bardzo dobrze zresztą.


Jak rozpoznać, że jesteś wykorzystywany przez innych?

Po pierwsze: aby to zrobić musimy sobie wyjaśnić co to jest pomoc.
Pomoc to jest np. doradzenie w jakim kolorze sukienki jest dobrze Twojej mamie.
To także np. kupienie chleba kiedy Twoja koleżanka jest chora i nie może wyjść z domu.
Pomoc jest realizowana raz na jakiś czas, a nie codziennie.
Nie może się odbywać kosztem Twoich obowiązków czy kosztem Twojego odpoczynku.
Nie można nikogo zmusić do pomocy. To jest Twoja dobra wola, a nie obowiązek.



Pomocą jest czynienie wspólnie z osobą zainteresowaną czegoś czego ona sama zrobić nie może, albo byłoby to bardzo trudne.


Skoro wyjaśniliśmy sobie co to jest pomoc to możemy przejść do wykorzystywania.
Tutaj najlepiej będzie jak opiszę ten mechanizm na własnym przykładzie.


Przez kilka lat żyłam w przyjaźni ze starszą ode mnie osobą.

Poznałam ją w czasie gdy byłam w trudnym okresie życia i ona mi pomogła z tego wyjść.
Tak jakoś wyszło, że zaprzyjaźniliśmy się.

Chodziłam do jej domu na kawę, porozmawiać.

No jak to u przyjaciół jest.
Jednak po jakimś czasie miłe rozmowy odbywały się coraz rzadziej, ona praktycznie nigdy nie miała dla mnie czasu i coraz częściej prosiła mnie o wyświadczenie jej jakiejś drobnej przysługi np. kupienie w sklepie kilograma ziemniaków.
Ja chętnie to robiłam.
Nie zauważyłam kiedy tych "drobnych przysług" było coraz więcej i ich spełnienie zajmowało mi coraz większą ilość czasu.
"Przyjaciółka" i jej potrzeby były najważniejsze.





Nie obchodziło jej to, że ja pracuje, mam zajęcia, jestem zmęczona czy zwyczajnie nie mam ochoty jej pomagać.
Dochodziło do tego, że praktycznie codziennie u niej byłam i robiłam tysiąc rzeczy, które powinna robić ona np. drylowałam wiśnie, robiłam jej zakupy, goniłam po całym mieście za jej psem, który bardzo często uciekał i robiłam wiele innych rzeczy, a ona w tym czasie odpoczywała, jeździła na wycieczki czy szła z kimś się spotkać zostawiając mnie z problemem samą.
Ponadto obrażała mnie przy innych, narzucała mi swoją ideologię oraz ŻĄDAŁA mojej gotowości do spełniania jej wszystkich rozkazów, a jak próbowałam odmówić to obrażała się i mówiła, że nasza przyjaźń nie ma sensu.
Jednocześnie nigdy nie miała czasu na zwykłe pogaduszki ze mną, potrafiła mnie zaprosić do siebie np. na obiad po czym jak przyszłam to mówiła, że jednak nie może się ze mną spotkać, bo przyjechała do niej przyjaciółka i ona chciałaby z nią pobyć.
Zresztą jak zapraszała mnie na jakieś jedzenie do siebie, to bardzo często ja je najpierw musiałam ugotować.


Jak czegoś nie potrafiłam zrobić to obrażała mnie.
Według niej miałam zawsze za dużo czasu i ona musiała mi znaleźć zajęcie, bo mi się przecież nudzi.


Tak właśnie wygląda wykorzystywanie pod pozorem pomocy.
Warto jest umieć to odróżnić i przede wszystkim być asertywnym.