O mojej dzisiejszej przygodzie z ochroną zdrowia



Dzisiaj jest dzień odpoczynku. Niestety wymuszonego.

Zaraz po przebudzeniu poczułam bardzo mocny ból z lewej strony szyi. 
Bolało strasznie, nawet nie mogłam się ruszać i obrócić głowy na drugą stronę. 
Przez ponad godzinę leżałam kompletnie bez ruchu modląc się, aby to nie było jakieś uszkodzenie.

Potem zdecydowałam się na telefon do przychodni, która jest najbliżej mojego obecnego miejsca zamieszkania. 
Myślałam, że może wyślą jakiegoś lekarza z wizytą domową. 
Wszystko mi było jedno. Jedyne czego chciałam, to żeby przestało boleć i żebym mogła normalnie się ruszać. No cóż okazało się to niemożliwe.

Podczas rozmowy z rejestratorką padają dwa ważne pytania:

1). A nie może pani podejść? - powiedziane po tym jak opisałam sytuację (bardzo boli mnie szyja, nie mogę wstać z łóżka, nawet poruszyć głową nie mogę) i poprosiłam o wizytę lekarską w domu.

2). Do kogo pani należy? - zgodnie z prawdą mówię, że do nikogo, bo niedawno się przeprowadziłam i jeszcze nie zdążyłam się zapisać (mój błąd, powinnam była to zrobić zaraz po przeprowadzce, ale ciągle były ważniejsze sprawy).

Wobec tak przedstawionej sprawy pani powiedziała, że lekarza nie wyśle, bo musiałabym najpierw przyjść i zapisać się do kogoś. No cóż w takim razie pytam się co mam robić.
Pani odpowiada, że wezwać pogotowie jak głową nawet nie mogę poruszyć.

Pyta się czy jestem z kimś w domu.
Mówię, że tak.
Na to ona: no to jak pani jest z kimś to proszę wzywać pogotowie, 112 szybko.

Swoją drogą jakbym była sama, to by mi nie kazała wzywać?? 
Na tym rozmowa się zakończyła.

Pogotowia wzywać nie chciałam (z pewnością mają ważniejsze przypadki niż mój ból szyi), więc łyknęłam dwa paracetamole, chłopak znalazł maść rozgrzewającą i przeszło na tyle, że delikatnie głową mogę ruszać i z wielkim trudem (i z pomocą) zwlokłam się z łóżka i poszłam do kuchni napić się. 
Jednak dobrze nie jest, bo każdy ruch powoduje duży ból.

Może jakoś uda mi się zajść do tej przychodni, wypełnię tą deklaracje i może dzisiaj jeszcze dostanę się do lekarza (chociaż wątpię bo terminy zajęte są na kilka dni do przodu, wiem, bo chłopak się dwa dni temu rejestrował do lekarza i ma wizytę dopiero w piątek).

Dla jasności. Nie mam pretensji do rejestratorki z przychodni, rozumiem, że taka jest biurokracja i tego (raczej) się nie przeskoczy. 
Powinnam zaraz po przeprowadzce zapisać się do jakiegoś lekarza, właśnie na taki wypadek.

Jednak tak sobie myślę. 
Ratownicy i lekarze pracujący w szpitalu są źli, że na SORze są duże kolejki, a ludzie wzywają pogotowie do błahych spraw, którymi powinien zająć się POZ.

Tylko co ma zrobić pacjent, który cierpi z bólu, a nie jest zapisany do żadnego lekarza POZ lub termin wizyty ma dopiero za kilka dni?

Zapraszam do dyskusji.

Edit godzina 19:15.
W dniu dzisiejszym niestety nie udało mi się dostać do lekarza. Pozostaje mi chyba rzeczywiście wezwać pogotowie.
Ciąg dalszy nastąpi...