O uzależnieniu z innej strony



Naszła mnie refleksja po przeczytaniu wywiadu z terapeutką uzależnień w "Wysokich Obcasach".
Link do artykułu tutaj.

Od razu uprzedzam.
Mój  artykuł będzie zawierał subiektywne odczucia.

O osobach uzależnionych mówi się u nas dużo.
Najczęściej stawia się ich w złym świetle.
No bo piją/biorą/ćpają i ogólnie robią na złość, bo jakby chcieli, to by tego nie robili.
Wszelka terapia czasami  nic nie daje, bo uzależniony po jej zakończeniu znowu zaczyna pić/brać/ćpać.
Czyli nic już nie pomaga - myślisz

Opowiem Ci Czytelniku historię młodej kobiety.
Proszę żebyś ją przeczytał do końca.
Tylko uważnie.



Parę lat temu (w wieku nastoletnim) zaczęła brać tabletki przeciwbólowe.
Bo bolał ją brzuch podczas miesiączki.
Bardzo bolał, a lekarze nie potrafili pomoc (poza przepisywaniem wspomnianych tabletek, które były coraz mocniejsze).
Po jakimś czasie zaczęła brać te tabletki także wtedy kiedy ich nie potrzebowała.
Mówiła dorosłym, że boli ją głowa, brzuch itp i dostawała.
Tak rozwijało się, to przez parę lat.

Aż ponad rok temu stało się coś, co jeszcze bardziej pogłębiło jej problemy z lekami.
Cierpiała na kolki nerkowe. Kto miał, ten wie jakie to bolesne.
Wiadomo, że tutaj w grę wchodzą już o wiele silniejsze leki przeciwbólowe (nie będę wspominać jakie).
W każdym razie, gdy je zażywała, to było super.
Złe samopoczucie zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym mijało.
Zapominała o problemach, negatywnych emocjach, nie rozklejała się.

Oczywiście z tego wszystkiego nie zdawała sobie sprawy, brała bo nerka boli, chodziła do lekarzy po leki no wiadomo, że osobie z takim bólem nikt nie odmówi podania leku.
Ale jak to w życiu bywa, trafiała do dobrego szpitala, gdzie wykryli jej i wyleczyli przyczynę bólu.
Teoretycznie super.
Tylko że po wyleczeniu dalej brała leki.
Nawet dawkę zwiększyła.
Dlaczego?



Bo ból (przynajmniej fizyczny) nie był przyczyną tego, że brała.
Przyczyną była nieumiejętność radzenia sobie z emocjami.
Tak, dokładnie.
Brała leki przeciwbólowe, aby zamaskować ból psychiczny.
Taki jest właśnie mechanizm każdego uzależnienia.
W końcu mówi się o uzależnieniu "choroba emocji" lub nawet "rak duszy".
Nie, nałóg zły, nie robienie na złość wszystkim dookoła.

Powtórzę jeszcze raz: uzależnienie, to choroba emocji.

Bohaterka historii opowiadała mi swoją pierwszą sesję z terapeutą uzależnień.
Pani terapeutka powiedziała jej, to co przed chwilą napisałam.
Ona na nią patrzyła, jak na wariatkę i myślała:
"Co ty kobieto gadasz, jaka choroba emocji. Przecież ja jestem uzależniona, co mają tutaj emocje do tego?"

Okazało się, że bardzo dużo.

Wydawałoby się, że jak to, porządna osoba ma problemy z uzależnieniem?
To niemożliwe.
Otóż możliwe i na dodatek bardzo częste.
Wbrew pozorom uzależnieni, to w większości "porządni ludzie".
Także lekarze, farmaceuci, prawnicy itp.
Po prostu nie potrafią sobie poradzić z emocjami, nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach, są samotni.

Wtedy piją/biorą/ćpają, aby rozładować napięcie, aby chociaż na chwilę zapomnieć, znieczulić się.
Oczywiście ta chwila błogości zaraz mija i trzeba wziąć kolejną dawkę.



Żeby terapia uzależnienia była skuteczna trzeba dojść do tego przed jakimi emocjami dany człowiek ucieka, co spowodowało, że sobie nie radzi i pozwolić mu przeżyć te emocje tym razem na trzeźwo.
Wtedy terapia ma szansę powodzenia.

Co ciekawe, nie oznacza to, że uzależniony nie powróci do nałogu.
Zawsze istnieje takie ryzyko, bo ta choroba jest nieuleczalna i przy problemach już zawsze będzie myślał o tym, aby wziąć dany środek i poczuć się dobrze.
Dlatego w chwilach głodu i złego samopoczucia najlepiej jest skontaktować się z życzliwą osobą i porozmawiać o tym, co się dzieje.

Nawet nie wiesz Drogi Czytelniku jakie to trudne, jest na początku.
Taka zwykła rozmowa z drugim człowiekiem i opisywanie swoich uczuć.
W końcu zawsze się od tego uciekało.
Wszystkiego jednak można się nauczyć.
Od tego właśnie, jest terapia.

Dlatego jeśli widzisz, że ktoś z Twojej rodziny lub znajomych może mieć problem z uzależnieniem, to podejdź do niego i zadaj jedno pytanie:
"Widzę, że nie czujesz się dobrze, że cierpisz, jesteś nieszczęśliwy. Jak Ci mogę pomóc?"
Nie atakuj, nie gderaj, że pije, nie krzycz.
Zadaj tylko to pytanie.
I w zależności od tego człowieka pozwól mu mówić lub po prostu bądź z nim w ciszy.
Dopiero potem zaproponuj możliwość pomocy, leczenia uzależnienia.
Pamiętaj jednak, że nic na siłę.
Czasami jedna rozmowa nie wystarczy, jednak wtedy możesz powiedzieć, że zawsze jesteś gotowy mu pomóc.